12 LAT WIĘZIENIA ZA PODPALENIE MĘŻA
Bogumiła Rzeczkowska dla gp24.pl
Wczoraj słupski Sąd Okręgowy nie miał cienia wątpliwości, że podpalaczka z premedytacją zabiła męża. Nie pomogły tłumaczenia, że chciała go tylko nastraszyć.
– Bardzo żałuję, to się nie powinno wydarzyć – powiedziała w ostatnim słowie Ewa W. Tak mówiła w czasie całego procesu. – Chciałam go tylko postraszyć. Przepraszam. Alkohol zrujnował mi życie.
Nie powinno, ale wydarzyło się, a słupski Sąd Okręgowy uznał wczoraj, że oskarżona chciała zabić i to zrobiła.
Salę sądową przepełniało wiele emocji. Zniszczona życiem rencistka w prosty sposób opowiadała o swoim małżeństwie, które trwało 30 lat z przerwami. Ewa i Andrzej W. rozchodzili się, wracali do siebie, pili razem, bili się. Tak w kółko. On – z przerwaną karierą żołnierza zawodowego po tym, jak po pijanemu spowodował wypadek. Ona – rzucała go nie raz.
W marcu ubiegłego roku po dziesięcioletniej przerwie wróciła. Powodów było wiele. Mąż znalazł pracę, dostał spadek po ciotce z Toronto. Żona wciąż wierzyła, że mogą normalnie ze sobą żyć. Zmarł też konkubent Ewy W. Jednak kłótnie też wróciły. Błahe, przeradzały się w awantury. Andrzej W. zaczął kraść rzeczy żony, by kupić alkohol, później znowu bił i wyrzucał ją z domu. Spała na schodach. Gdy roztrzaskał jej aparat słuchowy, wyprowadziła się do znajomego.
– Zastanawiałam się, które z rodziców pierwsze zabije – wyznała w sądzie jedna z dorosłych córek małżeństwa W.
Podwieczór 22 czerwca ubiegłego roku Ewa W. postanowiła jeszcze raz porozmawiać z mężem. Była pijana. Weszła do mieszkania Ryszarda K. przy ul. Kościuszki w Łebie. Andrzej W. pił tam ze znajomymi. Zlekceważył ją, obraził i wyzwał przy wszystkich.
– Wyszłam. Znalazłam na śmietniku plastikową butelkę. Poszłam z nią na stację paliw. Poprosiłam o benzynę do kosiarki. Nalali mi za 2,80 złotych – opowiadała Ewa W.
Wróciła do mieszkania, gdzie trwała libacja. Stanęła za mężem, oblała go benzyną i podpaliła zapalniczką. Domownicy ugasili ofiarę. Jednak Andrzej W. zmarł po kilku dniach w szpitalu w Gryficach od oparzeń dróg oddechowych i skóry III i IV stopnia, niewydolności płuc, nerek i krążenia. Śmiertelny zamiar
– To było zabójstwo z premedytacją. Ewa W. chlapnęła benzyną, podpaliła zapalniczką i wyszła śmiejąc się z tego – dowodził prokurator Marian Lancmański z lęborskiej Prokuratury Rejonowej. – Przecież oboje mogli inaczej rozwiązywać swoje problemy małżeńskie. Jedno było warte drugiego – skwitował w mowie oskarżycielskiej.
Ewa W. jednak przekonywała sąd, że nie chciała zabić męża. – Tylko nastraszyć. Działała pod wpływem emocji i gniewu – argumentował jej adwokat Piotr Sut, który domagał się, by czyn uznać za spowodowanie obrażeń.
Sąd nie uwierzył Ewie W. W przeszłości chciała popełnić samobójstwo. Wtedy też polała się benzyną. proces wykazał, że Ewa W. nie kupiła benzyny na stacji paliw, ale wzięła ją z domu swojego przyjaciela.
– Pożycie małżeńskie nie układało się nie tylko w winy żony, ale konflikt nie usprawiedliwia oskarżonej – stwierdził sędzia Dariusz Ziniewicz. – Można odnieść wrażenie, że oskarżona nie do końca zdaje sobie sprawę, jaką wielką krzywdę wyrządziła, pozbawiając życia drugiego człowieka. Wyrok 12 lat więzienia nie jest prawomocny.